WŁOSZCZYZNA? A MOŻE JARZYNKA?
oj z dzieciństwa strasznie to wspominam. nie dość że nazwa jakaś niewyjściowa, to jeszcze skład za którym mało dzieci przepada… całe szczęście moje upodobania jak i zdanie o tym wynalazku szybko uległy zmianie. jak sie okazało nazwę zawdzięczamy Wielkiej Bonie (podobno), a wywar którego włoszczyzna jest głównym składnikiem, urozmaica skład nie jednej zupy. w składzie włoszczyzny powinny się znaleźć:
- marchewka
- pietruszka
- seler
- kapusta włoska
- por
- cebula
- natka
włoszczyzna włoszczyźnie nie równa. większość sklepów szczycąc się skąpstwem, sprzedaje sety, gdzie wszystkiego jest jak kocich łez. ekspozycja też kiepska: zdechłe jarzynki na styropianowej tacce, niczym mumia szczelnie opatulone przezroczystą folią… całe szczęście na wielu placach i osiedlowych straganach jeszcze nie dali się zwariować i tutaj można liczyć na godziwe porcje. przeciętnie powinno to wyglądać tak: 3 marchewki, 2 pietruszki, pół średniego selera, ćwiartka kapusty, 1 średnia cebula lub pół pora, kilka gałązek natki. koniec litanii.